Dodaj do

 
 
Zaklady bukmacherskie i sportowe - podniecająca zabawa
Wpisał: Admin - zakłady sportowe   
20.03.2009.
Zakłady bukmacherskie - podniecająca zabawaTo działa jak narkotyk. Wygrywasz - grasz dalej, aby wygrać jeszcze więcej. Przegrywasz - grasz, aby się odegrać. Jak się zacznie grać na zakładach bukmacherskich i sportowych, trudno przestać

Zaczyna się bardzo niewinnie. Człowiekiem kieruje ciekawość, chęć spróbowania czegoś nowego i przy okazji spożytkowania swojej wiedzy sportowej. Atmosfera wewnątrz punktów bukmacherskich jest specyficzna. Dookoła wiszą tablice, na których wypisane są zmywalnym flamastrem kolumny z pozycjami i odpowiadającymi im kursami. Numery i pozycje zmieniają się codziennie. Większości sa to mecze piłkarskie, ale obstawiać można także kto wygra na przykład "Taniec z gwiazdami", czy kto zostanie prezydentem Polski.

Mężczyźni (kobiety to rzadkość) przyglądają się, analizują dyskutują i doradzą. Przy suficie podwieszony telewizor, oczywiście ze sportowymi kanałami, żeby klienci mogli na bieżąco śledzić wydarzenia. Obstawić można jeszcze na pięć minut przed rozpoczęciem zawodów.

Zasady są bardzo proste - wystarczy wytypować wyniki kilku wydarzeń sportowych (może być nawet jedno), zdecydować się na stawkę, za jaką chce się zagrać, puścić zakład i czekać później na rozstrzygnięcie. Gdzieś głęboko wewnątrz zaczyna wówczas dawać o sobie znać adrenalina. Przyjemne uczucie podniecenia. Gdy się śledzi na żywo wydarzenie sportowe, którego wynik obstawiliśmy, emocje są naprawdę duże. Później pozostaje sprawdzić zakład i...

Uczucie wygranej jest bardzo przyjemne, a uśmiech przy odbieraniu pieniędzy w okienku zakładu bukmacherskiego sam się ciśnie na twarz. Zaraz też rodzi się w głowie myśl, że oto znaleźliśmy doskonały sposób na dorobienie do pensji. Człowiek automatycznie przelicza, ile zarobi w ciągu miesiąca. Gorzej kiedy jest przegrana. Grający jest zły na sportowców, drużynę lub na siebie i zastanawia się, jakim cudem obstawił taki wynik, jeżeli przecież oczywiste było, że będzie inny. Szybko pojawia się chęć odegrania, szybkiego rewanżu.

Jeżeli gracz po pierwszym razie ponownie pójdzie do punktu bukmacherskiego jest wielce prawdopodobne, że zawita tam trzeci i czwarty raz. Ten, co wygrał, teraz przegra i będzie chciał rewanżu, a ten co wcześniej przegrał, teraz wygra i będzie chciał wygrać jeszcze więcej. I do tego adrenalina i emocje. To działa jak narkotyk, a wytypowanie tych kilku wyników staje się dla niektórych sensem życia.

Grają wszyscy

Codziennie w Polsce punkty bukmacherskie odwiedza kilkaset tysięcy ludzi. Do tego dochodzą jeszcze ci, którzy obstawiają w internecie. Firmy bukmacherskie zarabiają na zakładach krocie. - Niektórzy przesiadują tu cały dzień, traktują to miejsce jak gościnne mieszkanie albo miejsce pracy - opowiada kasjerka przyjmująca zakłady. Grają praktycznie wszyscy - uczniowie, studenci, kierowcy, dziennikarze, emeryci, bezrobotni. Różnica polega jedynie na stawce za jaką zawierają zakłady.

Pan Andrzej ma własną firmę, i nieźle zarabia. Mimo wszystko nieprzerwanie od trzech lat obstawia wyniki w firmach bukmacherskich dwa, trzy razy w tygodniu. - Traktuję to jako kontrolowaną przyjemność niehazardową. Bo ja mogę się kontrolować. Zarabiam na tym nieźle, ale nie szaleję. W sumie to gram o takie pierdoły, to nie są miliony - tłumaczy. - Ale ciągnie mnie do tego i na pewno jestem w jakimś stopniu uzależniony - przyznaje.

Coraz więcej osób decyduje się na obstawianie meczów w internecie. Firma bukmacherska Bwin posiada ponad milion zarejestrowanych użytkowników na całym świecie. Bet-at-home przyciągnęła z Polski już ponad sto tysięcy graczy. Gracze mają naprawdę w czym wybierać. Kiedy typuje się przez internet nie ma tego specyficznego klimatu, jaki panuje w punktach bukmacherskich, ale za to można obstawiać podczas już trwania zawodów.

- Dopiero są emocje - opowiada jeden z dziennikarzy pragnących zachować anonimowość - Jak grała ostatnio Barcelona z Chelsea i syn krzyczał mi z drugiego pokoju, że w doliczonym czasie gry Anglicy wyrównali na 2:2, to ja jeszcze obstawiałem. To dopiero jest zabawa i adrenalina. Raz się wygrywa, raz przegrywa, ale trzeba próbować - kończy z uśmiechem.

Podstawowa zasada grających to tak grać, żeby nie przegrywać. Ważna jest statystyka, czyli porównanie wkładu finansowego z dochodami uzyskanymi z wygranych. Mimo wszystko wśród typujących nie ma zbyt wielu takich, którzy w starciu z firmą bukmacherską są na plusie. Nielicznym uda się coś wygrać, niektórzy przyznają, że nawet z tego żyją lub poważnie zasilają domowy budżet. Ale większość zostawiła w okienku więcej, niż z niego odebrała. Bo przecież jak się jest na minusie, to korci, żeby się odegrać. - Dla mnie przegranie 30 złotych już jest denerwujące - mówi pan Andrzej. - Wtedy odmawiam sobie wielu rzeczy, żeby się odegrać, nie chodzę na mecze, do kina. Zaoszczędzone pieniądze wydaję na zakłady - podkreśla.

Pan Andrzej szybko oblicza, że przez trzy lata na czysto zarobił na zakładach około dziesięciu tysięcy złotych. Należy więc do tych nielicznych. Niektórzy tracili wszystko. - Znam takich paru, którym pożyczałem nawet i po 80 groszy, bo brakowało im, żeby obstawiać. To nałogowcy, ale żaden się nie przyzna. Oni utrzymują się przy życiu, grając. I takich ludzi jest bardzo dużo - opowiada pan Andrzej. - Dzisiaj jeden poszedł szukać puszek, żeby mieć pieniądze na grę. On musi zagrać. Sport i wyniki to dla niego taka odskocznia od rzeczywistości.

Za wygraną na Teneryfie

Zdecydowana większość zakładów zawierana jest za dwa, pięć góra pięćdziesiąt złotych. Ale zdarzają się też gracze kamikadze. Potrafią postawić kilkaset złotych. - Pewien człowiek postawił kiedyś u mnie na jeden mecz 10 tysięcy złotych - opowiada kasjerka w jednym z punktów bukmacherskich. - Pamiętam to dokładnie i chyba będę pamiętała do końca życia. Chodziło o mecz Valencii w piłkarskiej lidze hiszpańskiej. Valencia przegrała i on też przegrał.

Co skłania do takiego rodzaju hazardu?. Nałogowcy grają, bo muszą. Natomiast zdecydowaną większość, poza chęcią zysku, przyciąga wspomniana adrenalina. Obstawiają, żeby przeżyć dodatkowy dreszczyk emocji podczas późniejszego oglądania meczów i sprawdzania kuponów. - Podnosi się wtedy poziom adrenaliny. A przy okazji może wpaść parę złotych na piwo albo imprezę - opowiada student czwartego roku Politechniki.

- Pieniądze zawsze są potrzebne. Dzisiaj zawiozłem auto do mechanika. Naprawa nie będzie tania. Zaraz sobie myślę: a jakbym tak coś trafił? Problem byłby z głowy - dodaje pan Andrzej, którego wygrana nie pierwszy raz poratowałaby w potrzebie. Zdradza, że za wygrane pieniądze był już na Teneryfie i w Dominikanie. Pan Andrzej naliczył kilkanaście wygranych po prawie tysiąc złotych. Jego największa jednorazowa wygrana to cztery tysiące.

Często jednak wraca myślami do lata 2002 r., kiedy to mógł wygrać 16 tys. złotych. Za jednym zamachem. Trwały mistrzostwa świata w piłce nożnej. Długo wahał się, jak obstawić wynik meczu Hiszpania - Irlandia. Postawił na Hiszpanów. W ostatniej minucie meczu prowadzili jeszcze 1:0. W doliczonym czasie Irlandczycy wyrównali. To był jedyny nietrafiony typ z kilkunastu postawionych. Do dzisiaj ten mecz śni mu się po nocach.

Wygrane zwykle przeznaczane są na nowe ubrania, grę komputerową, czy inne drobiazgi. Młodsi gracze próbują pomnożyć sobie w ten sposób kieszonkowe od rodziców. Zdarzają się jednak i tacy, którzy grają o parę groszy, żeby jutro mieć za co postawić. Prędzej czy później pieniądze znów trafiają do bukmacherów.

Jak wiec grać, żeby wygrywać - to pytanie zadają sobie wszyscy gracze? Każdy ma swoją własną teorię i tylko jedno jest pewne: na systematyczne wygrywanie nie ma żadnej reguły i przepisu. Na pewno trzeba znać się na sporcie - wiedzieć, czy dany zespół będzie zmotywowany, czy podejdzie do meczu na luzie. - Patrzę na rozkład meczów i wiem, który zespół już spadł, który będzie walczyć, a który nie musi - tłumaczy student Politechniki. - Albo że Rooney na treningu skręcił kostkę, a O'Neal wraca do gry po kontuzji. Czasami decydują właśnie takie szczegóły - przekonuje. Ale to też nie zawsze się sprawdza. - Śledząc takie szczegóły, nie zakłada się przecież, że drużyna może mieć słabszy dzień albo sprzeda mecz. Pozostaje więc zdać się po prostu na intuicję. Trzeba czuć wynik, mieć ulubiony zespół - twierdzi jeden z obstawiających.

Pan Andrzej jednak nie pozostawia złudzeń: - Mając 100 zł i idąc do kasyna, trzeba z góry założyć, że te pieniądze się przegra. I jak się wygra 30 zł, to można wyjść z podniesioną głową. A jeżeli straci się tę stówę, to nie jest się przegranym, bo tyle się przyszło przegrać. Podobnie jest z zakładami sportowymi i trzeba o tym pamiętać. Pan Józef, emeryt wtrąca: - W tym tygodniu gram trzeci raz. Życie byłoby zbyt monotonne bez obstawiania. Nie zdarzyło mi się, abym nie grał przynajmniej raz w tygodniu. No, chyba że jestem chory. Nie wyrządzam sobie szkody. Za to zawsze czuję emocje.

Bombowy zakład

Co pewien czas dochodzi do wydarzeń wyjątkowych, do których obstawiający często po latach wracają. A to eksperci się pomylili i ustalili za wysoki kurs, a to system firmy bukmacherskiej zawiódł i wypłacał pieniądze nawet przegranym lub jakieś wydarzenie sportowe miało nieoczekiwane rozstrzygnięcie. Tak było w 2004 roku.

Do niespotykanej sytuacji doprowadził mecz ligi hiszpańskiej pomiędzy Realem Madryt i Realem Sociedad San Sebastian. Ze względu na alarm bombowy na stadionie pojedynek został przerwany w 87 minucie przy wyniku 1:1. Początkowo przypuszczano, że taki wynik meczu zostanie utrzymany. Jednak kilkanaście godzin później podjęto decyzję, że tek kilka minut spotkania zostanie dograne kilka dni później.

Sytuacja wywołała poruszenie w środowisku graczy, bowiem jedna z firm bukmacherskich po dwóch dniach milczenia podjęła decyzję, że wszystkie kupony, w których obstawiano mecz Real Madryt - Real San Sebastian, są nadal ważne, gdyż mecz zostanie dograny do końca. Teoretycznie, od strony sportowej, wszystko wyglądało prawidłowo, ale grający w zakładach bukmacherskich twierdzili, że firma złamała warunki regulaminu i może na tym zyskać.

Powoływali się oni się oni na jeden z paragrafów regulaminu, który mówił: "Stawka zwrócona zostanie zawierającemu zakład w przypadku, gdy wybrane wydarzenie nie odbyło się lub zostało niedokończone w przypadku wydarzenia z określonym czasem jego zakończenia. W zakładzie wielokrotnym takie wydarzenie ocenia się kursem 1, a zakład jest ważny Jeżeli jednak obstawione wydarzenie odbędzie się przy niezmienionych warunkach zakładów w ciągu dwóch następnych dni kalendarzowych, to zakład jest ważny. Za rozstrzygający uważa się czas, gdzie wydarzenie ma miejsce".

Gracze uważali, że mecz w lidze hiszpańskiej nie został dokończony w ciągu następnych dwóch dni kalendarzowych od momentu jego przerwania (zakończenia) i w związku z tym firma bukmacherska powinna w zakładach wielokrotnych (a więc obejmujących typowania kilku lub kilkunastu pojedynków) uznać go za nierozegrany i wypłacić pieniądze za pozostałe trafne typy. Natomiast jeśli ktoś obstawił tylko ten jeden mecz, powinna mu być zwrócona stawka, jaką obstawił.

Gracze twierdzili, że na decyzji, iż zakłady są nadal ważne i trzeba czekać na dogranie meczu zyskuje firma bukmacherska. Dlaczego? W momencie przerwania pojedynku w Madrycie był remis 1:1, co można było traktować jako niespodziankę. Z pewnością więcej typujących obstawiało zwycięstwo Realu Madryt, który był faworytem. Miało to kolosalne znacznie dla wypłaty ewentualnych wygranych. Jeśli po dograniu meczu wynik 1:1 nie uległby zmianie, wszystkie kupony, na których nie widniał taki typ - są przegrane.

Gdyby postanowiono, że na kuponach typujących mecz w Madrycie zostaje to spotkanie unieważnione firma bukmacherska musiałaby wypłacić wygrane wszystkim grającym, którzy dobrze wytypowali wyniki innych spotkań, a niekoniecznie trafili wynik w Madrycie. Firma bukmacherska jednak nie zarobiła, bowiem Real Madryt w nieprawdopodobnych okolicznościach w dogrywanym meczu zdołał strzelić zwycięskiego gola. Na tym, że mecz nie został anulowany nieoczekiwanie zyskali grający, bo ich ewentualne wygrane były wyższe o kurs za mecz w Madrycie.

Warto wiedzieć

- w zakładach bukmacherskich można typować do 32 meczów na kuponie

- maksymalna wygrana netto nie przekracza 50 tys. zł.

- w przypadku wygranej wynoszącej powyżej 2280 zł potrącany jest podatek w wysokości 10 proc.

- najprościej jest obstawić zwycięstwo, remis lub porażkę, ale można wytypować również konkretny wynik.

- każdy zakład ma swój kurs; im wyższy, tym większa może być wygrana, ale równocześnie mniejsze prawdopodobieństwo trafienia; kursy ustalają specjaliści zatrudniani przez zakłady sportowe; często bywają nimi trenerzy, działacze i zawodnicy

- u bukmacherów można postawić niemal na każdą dyscyplinę - od najpopularniejszej w naszym kraju piłki nożnej zaczynając, a na golfie kończąc

- są też przyjmowane zakłady na wydarzenie nie sportowe, np.: wybory na prezydenta, konkurs tańca w programie "Taniec z gwiazdami".

Źródło: sport.pl

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »