| Turniej Czterech Skoczni: Jakie szanse ma Małysz? |
| Wpisał: Admin - zakłady sportowe | |||
| 02.01.2007. | |||
Bukmacherzy stawiają na 16-latka z Austrii Gregora Schlierenzauera. - A moim zdaniem wygra Adam Małysz - mówi Apoloniusz Tajner, były trener kadry. W sobotę w Oberstdorfie rusza 55. Turniej Czterech Skoczni.
Zdaniem ludzi żyjących z zakładów zmiana pokoleń w światowych skokach już się dokonała. Za jedno euro wydane na triumf nastolatka z Austrii bukmacherzy płacą ledwie 3,15. Niewiele więcej, bo 3,5 można zarobić na zwycięstwie 21-latka z Norwegii Andersa Jacobsena. A przecież w swoich króciutkich karierach nie wygrali dotąd razem czterech konkursów Pucharu Świata. Małysz wygrał 29, ale za jedno postawionego na Polaka euro można zarobić aż 9.Bez przypadku Obaj młodzi są skromni. Schlierenzauer mówi, że chce tylko oddawać dwa równe skoki, a Jacobsen po triumfie w Pucharze Świata w Engelbergu stwierdził, że osiągnął już w tym sezonie wszystko, co zaplanował. Tymczasem ich szanse oceniane są wyżej niż wielkich i utytułowanych rywali. O dziwo, słabe notowania ma lider PŚ Szwajcar Simon Ammann. Brawurowy powrót do czołówki dwukrotnego mistrza olimpijskiego z Salt Lake City nie zrobił na bukmacherach takiego wrażenia jak wyczyny młodych. Na Ammannie można zarobić 8,5. Do faworytów nie należy też najbardziej utytułowany w TSC Janne Ahonen. A przecież gdyby wygrywał w tym roku, stałby się pierwszym, który ma na koncie pięć triumfów w tych superprestiżowych zawodach. - Jeden konkurs można wygrać przypadkiem, ale całego Turnieju przypadkiem wygrać się nie da - mawiał słynny Niemiec Jens Weissflog (też zwyciężył w TCS cztery razy). Bukmacherzy znają się bardziej na zakładach niż skokach, ale nawet najwięksi fachowcy nie przewidzą wiatru, który na skoki wpływ ma ogromny. Każdy ma więc prawo stawiać na swoich. Prezes PZN Apoloniusz Tajner uważa, że decydować będzie nie tyle błysk, którego nie da się odmówić Schlierenzauerowi czy Jacobsenowi, ale doświadczenie i regularność, w których Małysz bije ich na głowę. W Turnieju Czterech Skoczni można mieć siedem dobrych skoków i ósmym zaprzepaścić wszystko. Tu się zaczęła małyszomania Gdy w Oberstdorfie, Ga-Pa, Innsbrucku i Bischofshofen kibice skoków będą śledzić walkę wschodzących gwiazd z tymi, które na firmamencie trwają od lat, w Polsce będziemy obchodzić szóstą rocznicę małyszomanii - zjawiska, które wydaje się czymś w rodzaju zbiorowej hipnozy. W 2001 roku niezbyt znany Polak Adam Małysz wybierał się na 49. Turniej Czterech Skoczni bez menedżera i sponsora. Gdy trenujący z nim austriacki weteran Andreas Goldberger zobaczył, w jakiej jest formie, natychmiast zadzwonił do swojego agenta, by podsunąć mu szybki i pewny zarobek. Eddie Federer podpisał umowę z polskim skoczkiem i, jak przewidział "Goldi", była to dla niego transakcja życia. Kilkanaście dni później Małysz wygrał TCS w porywającym stylu, stając się najbardziej popularnym człowiekiem w historii polskiego sportu. Bez mała 40 mln Polaków zaczęło kochać jego i skoki na nartach. Wyniki sondaży wskazywały, że z tej egzotycznej nieco dyscypliny uczyniono w Polsce sport numer 1, przed piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką czy tenisem. Gdy Małysz stawał na rozbiegu skoczni: czy po to, by zdobyć mistrzostwo świata, czy medal olimpijski, czy też zwyczajnie wygrać zawody w Zakopanem, przed telewizorem gromadziło się kilkanaście milionów Polaków. Przez sześć lat skoczek z Wisły i jego rodzina zbierali wręcz królewskie hołdy. Dziś głowy rodaków są już nieco chłodniejsze i być może po raz pierwszy od 2001 roku Małysz wystartuje w TCS z szansami, ale bez presji. W Pucharze Świata jest piąty, dwa razy stawał na podium, nikt go lekceważyć nie może. A polskiej szkoły nie ma Tamten sukces sprzed sześciu lat wydawał się triumfem zespołowym: zawodnika Małysza, trenera Tajnera, fizjologa Żołądzia i psychologa Blecharza. Mówiono, że powstaje polska szkoła skoków, mieli być krajowi rywale i następcy Małysza. Zarówno Tajner, jak i Austriak Kuttin, a teraz Fin Hannu Lepistö nie są jednak w stanie sprawić, by Małysz przestał być w kadrze solistą. Lepistö do końca wstrzymywał się z podaniem kadry na 55. TCS, by młodzi zdolni mogli wykorzystać swoją szansę choćby w zawodach nieporównywanie niższej rangi - Pucharze Kontynentalnym. Marcin Bachleda, Rafał Śliż, Stefan Hula, Kamil Stoch nie rokują w TCS poważnych nadziei, sukcesem będzie pojedynczy awans do "30" i prawo występu w drugiej serii. Inną politykę mogą prowadzić Norwegowie. Prezes ich federacji stwierdził, że na tak prestiżowe zawody jak Turniej Czterech Skoczni jedzie się "w formie", a nie "po formę". Dlatego trener Mika Kojonkoski nie zabierze do Niemiec i Austrii swojego pupila Sigurda Pettersena. W 2004 roku 26-letni obecnie Norweg we wspaniałym stylu wygrał Turniej Czterech Skoczni. W tym sezonie nie jest w formie tak jak i mistrz olimpijski z Turynu Lars Bystoel. Kojonkoski powiedział im jasno, że wszystko zależy od ostatnich przed TCS zawodów Pucharu Świata w Engelbergu, ale w Szwajcarii obaj nie zakwalifikowali się nawet do drugiej serii. Zastąpią ich nieznani Tom Hilde i Jon Aaraas, którzy dobrze spisywali się w Pucharze Kontynentalnym. No, ale i tak ma kto dźwigać ciężar odpowiedzialności za norweskie skoki: Anders Jacobsen, Bjoern Einar Romoeren, Roar Ljoekelsoey i Anders Bardal. Niemcy w kłopotach Jeszcze silniejsi od Norwegów powinni być Austriacy. Poza Schlierenzauerem w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata są Morgenstern, Loitzl i Koch. Głęboki kryzys przeżywają drudzy z gospodarzy TCS - Niemcy. Najsłynniejszy z nich Martin Schmitt, od którego zaczął się wielki finansowy boom w światowych skokach, ma najlepszy sezon od lat, ale i tak jego szanse na zwycięstwo w TCS słusznie oceniane są przez bukmacherów jak 1 do 60. Martin jest na 16. miejscu w klasyfikacji generalnej PŚ i wyprzedza wszystkich swoich rodaków. Kryzys w niemieckich skokach to problem globalny, bo gdy fani z tego kraju zniechęcą się brakiem sukcesów, to kłopoty spadną na całą dyscyplinę. Ale następców Schmitta i Hannawalda na tym Turnieju na pewno jeszcze nie poznamy. Nie trzeba się za to martwić o Finów. Sezon zaczęli słabo, w czołówce klasyfikacji generalnej PŚ są tylko szósty Arttu Lappi i dziesiąty Matti Hautamäki, ale jedenasty Janne Ahonen z pewnością wciąż jest w stanie dokonać rzeczy wielkich. 70 000 - tyle franków szwajcarskich wynosi pula nagród każdego z czterech konkursów. Zwycięzca 55. Turnieju Czterech Skoczni odjedzie Nissanem Qashqai
|
|||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
Bukmacherzy stawiają na 16-latka z Austrii Gregora Schlierenzauera. - A moim zdaniem wygra Adam Małysz - mówi Apoloniusz Tajner, były trener kadry. W sobotę w Oberstdorfie rusza 55. Turniej Czterech Skoczni.
Zdaniem ludzi żyjących z zakładów zmiana pokoleń w światowych skokach już się dokonała. Za jedno euro wydane na triumf nastolatka z Austrii bukmacherzy płacą ledwie 3,15. Niewiele więcej, bo 3,5 można zarobić na zwycięstwie 21-latka z Norwegii Andersa Jacobsena. A przecież w swoich króciutkich karierach nie wygrali dotąd razem czterech konkursów Pucharu Świata. Małysz wygrał 29, ale za jedno postawionego na Polaka euro można zarobić aż 9.