| Polacy wydadzą miliony |
| Wpisał: Admin - zakłady sportowe | |||||||
| 22.04.2008. | |||||||
Strona 3 z 5 Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Gdybyśmy mogli działać przez sieć, wtedy nasze obroty wzrosłyby co najmniej dwukrotnie.No właśnie: "gdybyśmy mogli działać przez sieć..." To dla polskich firm duża szansa i pokusa. Wielu chciałoby z niej skorzystać. Mimo że w tej branży nie ma co liczyć na szybkie dorobienie się fortuny - to konkurencyjny rynek i wymagający od "beniaminków" poniesienia milionowych inwestycji. Oto przykład: uruchomienie kompletnego, profesjonalnego polskiego kasyna online (przy założeniu, że serwery stałyby na przykład na Malcie czy Gibraltarze) wymagałoby nakładów rzędu 3 mln dolarów. Znacznie mniej, gdyż około 250 tys. dol. - jak się dowiedzieliśmy od jednego z przedsiębiorców chcących otworzyć wirtualne kasyno w Polsce - kosztowałoby stworzenie tzw. poker roomu, czyli portalu oferującego wyłącznie grę w pokera razem z turniejami. Notabene, za granicą taki sam projekt pochłonie 1 - 1,5 mln dolarów.Skąd takie kwoty? Uruchomienie wirtualnego kasyna w jednym z rajów podatkowych wymaga spełnienia kilku warunków. Trzeba zarejestrować działalność, wynająć biuro, kupić licencję na prowadzenie kasyna online i złożyć depozyt bankowy. Sama licencja, na przykład na Malcie, to koszt blisko 200 tys. dol., do tego dochodzi miesięczna opłata ryczałtowa w wysokości kilku procent od obrotów. A to wciąż nie wszystkie koszty, które trzeba ponieść... Podstawową rzeczą przy prowadzeniu biznesu e-hazardowego jest skomplikowane oprogramowanie, do którego podłączone są wszystkie gry oraz dodatkowe aplikacje, takie jak na przykład systemy zabezpieczeń, podobne do tych działających w bankach. Według jednego z polskich przedsiębiorców, który chciałby spróbować swoich sił w prowadzeniu e-kasyna, w naszym kraju potrafiłoby stworzyć od podstaw takie oprogramowanie tylko kilku informatyków, a i tak zajęłoby im to nawet dwa, trzy lata. Dlatego z blisko tysiąca istniejących na świecie e-kasyn zaledwie kilkadziesiąt ma własne oprogramowanie. Większość kupuje licencje od takich firm jak BossMedia. To wydatek mniej więcej 150 tys. dolarów. Do tego trzeba jeszcze doliczyć kilkuprocentową prowizję (stawki negocjowane są indywidualnie) od przyszłych obrotów oraz koszty opracowania własnej grafiki i systemów zabezpieczeń. Co więcej, w razie kłopotów z płynnością trzeba się liczyć z tym, że licencjodawca odbierze prawo do używania oprogramowania. W ten sposób z rynku zniknęło już kilka firm. Tyle koszty. A obroty? Wbrew pozorom oszacowanie przychodów nie jest dla firmy zajmującej się e-hazardem trudne. Za wszystkim stoją modele statystyczne. Nawet gdy wyjątkowo wielu graczy będzie miało wyjątkowe szczęście oraz zainkasuje wyjątkowo wysokie wygrane - zostanie to uśrednione w ogólnej liczbie klientów i firma wyjdzie na swoje. Przykład: w pierwszych trzech kwartałach 2007 r. klienci bwin postawili w sumie 1,61 mld euro, a pula wygranych wyniosła 1,47 mld euro; w analogicznym okresie rok wcześniej było to odpowiednio: 1,45 mld euro i 1,32 mld euro. Notowany na giełdzie w Wiedniu b-win to europejski lider w kategorii "zakłady sportowe". W 2006 r. mógł się pochwalić przychodami brutto (po odjęciu wygranych klientów) w wysokości 381,8 mln euro. Astronomiczna strata netto w wysokości ponad pół miliarda euro, jaką zanotował, była skutkiem przejęcia spółki Ongame, trzeciego na świecie operatora pokera online. Transakcja miała wartość 513 mln euro (60 proc. w gotówce i 40 w akcjach). |
|||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|